Po 37 latach służby w lotniczym mundurze, z lekkim żalem ale też i ulgą, rozstałem się z wojskiem. Nie nastąpiło to w nagłych warunkach więc miałem 6 miesięcy na zastanowienie się, co dalej. Znajomi emeryci powiedzieli mi żartobliwie: „nie martw się, w cywilu też jest życie”. 

Ale gdy z życia uregulowanego regulaminami, przepisami, zarządzeniami i rozkazami człowiek ląduje w sytuacji, w której nie musi wstawać rano i pędzić do zajęć i obowiązków, to może się poczuć jak odłączony od zasilania. Na początku pomyślałem: odpocznę, porozpieszczam wnuki, zmienię samochód na nowszy, może pozwiedzam świat. Bo są możliwości. Tyle, że po kilku miesiącach coraz częściej przychodziło mi do głowy pytanie: co dalej? Przecież są monowskie pieniądze na rekonwersję, z których wielu moich kolegów nie skorzystało. Dlaczego? Tłumaczyli, że nie mieli pomysłu, co w życiu cywilnym chcą robić. Ja też nie  miałem, ale dobrowolną ich stratę uważałem za błąd. Więc postanowiłem przeznaczyć je na rozwój zainteresowań i zrobiłem kurs przewodnika miejskiego po Krakowie oraz kurs językowy.                 

Kursy to była dopiero przygrywka do głównej decyzji. Analizując, co chcę robić, poczyniłem następujące założenia:

  • zajęcie musi odpowiadać moim zainteresowaniom, możliwościom i umiejętnościom;
  • nowa praca powinna sprawiać mi przyjemność, a pieniędzy przysparzać w dalszej kolejności;
  • nie chcę działać na rozkaz i spełniać zachcianek przełożonych.

W czasie rozmów z rodziną (warto najbliższych posłuchać) usłyszałem od córki, że powinienem założyć własną firmę. Zadałem pytanie: skąd pieniądze i co jeśli je stracę? Dziecko, już dorosłe, doradziło: zwróć się o dotację na założenie własnej działalności gospodarczej do Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Instytucja ta ma na to spore fundusze i nie pyta o wiek.

Wydałem sobie komendę: naprzód. Napisałem projekt, odbyłem rozmowę kwalifikacyjną i poszedłem na  bezpłatny, dwutygodniowy kurs przedsiębiorczości. Oczywiście kilka nocy poświęciłem na biznesplan (ale konsultanci z WUP byli i są bardzo pomocni).

Na kursie poznałem wiele nowości, zawarłem kontakty z młodymi ludźmi, wpadły mi do głowy nowe pomysły. Rozliczenia, ZUSy, składki itp. dalej nie są moją bajką. Ale dostałem dotację i zacząłem działalność, zostając sam sobie szefem. I sprawia mi to satysfakcję, bo spełniam się robiąc co lubię.

Przy okazji kawałek grosza z tego też jest.

Ppłk rez. Zbigniew Czarnota